Jednym i nieodłącznym elementem życia, który zawsze mnie zastanawiał, i na który zapewnę znajdę odpowiedź w momencie, kiedy nie będzie mi ona potrzebna, jest smutek. Dlaczego właśnie on? Dlaczego pojawia się nagle, psuje wszystko, zabiera radość i opanowuje nasz umysł od środka?
Wiecie co najchętniej bym zrobiła? Wzięła i wyrzuciła go daleko, zmięła, potargała, spaliła. Zostawiła w miejscu, które swoim zasięgiem nie obejmuje życia istot rozumnych. Odczepiłabym wszystkie powody smutku i powiedziała im, co o nich myślę. nakrzyczała, zadeptała, uśmierciła!
A wraz ze smutkiem wszystkie kotłujące się łzy zebrała do jednego wiadra i zamknęła w wielkiej szafie, zamykanej na trzy pary ciężkich, metalowych drzwi. Odbicie twarzy w oceanie łez w pojemniku byłoby ostatnią rzeczą, którą chcielibyśmy zobaczyć.
Gdybym mogła zrobić coś więcej.. zrobiłabym wszystko by poczuć się w pełni szczęśliwą, a ludzie wokół mnie rozkwitali radością i promienieli uśmiechem.
Dzisiaj jest dzień, w którym wszystkie te marzenia stają się najważniejsze, ogarnęła mnie szara mgła pesymistycznych myśli, nie potrafię podać powodu całości, choć tak bardzo chciałabym go poznać. Leżąc w łóżku potrafię płakać godzinami, pomóż mi.. sama nie potrafię nic zrobić, bez Ciebie; szukam Cię, ale moja niegodność oglądania Twojej osoby jest przez mnie stanowczo zauważalna, Wiem, że nie jestem sobą, boję się... przepraszam.
Szukająca jakiejkolwiek nadziei..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz